Odkryłam ten telefon przypadkiem trzy miesiące temu. To był zwyczajny dzień, tyle że brakowało mi kolczyka. W przypływie determinacji postanowiłam przeszukać każdy zakamarek samochodu mojego męża, mając nadzieję, że moja córka mogła wpaść do środka. Przeszukałam schowek, pod dywanikami i między siedzeniami.
Dopiero gdy sięgnęłam pod fotel samochodowy, być może licząc na dotyk zimnego metalu kolczyka, moje palce natrafiły na coś zupełnie nieoczekiwanego. Tam, ukryty w cieniu, leżał telefon. Nie był to jego zwykły telefon, ten, który prawie zawsze trzymał przyklejony do dłoni albo ładował się na kuchennym blacie, ale kolejny, jego sekret.

Kobieta trzymająca parę kolczyków | Źródło: Pexels
Na początku pomyślałam, że to jakieś stare urządzenie, o którym zapomniał, ale ciekawość wzięła górę. Serce zabiło mi mocniej, gdy je włączyłam, wpisując hasło, które znałam aż za dobrze, na jego zwykłym telefonie. Ku mojemu zdumieniu i przerażeniu, otworzył się przede mną świat, o którego istnieniu nawet nie wiedziałam.

Telefon | Źródło: Pexels
Były SMS-y, niekończące się rozmowy pełne czułych słów i zdjęcia. Jej zdjęcia, zdjęcia ich razem, wyglądających na szczęśliwych, jak para głęboko zakochanych. Wymieniali się „kocham cię” z łatwością ludzi, którzy naprawdę to czują, a każda wiadomość była jak cios prosto w serce.
Każdego ranka, bez wyjątku, wysyłała mu wideowiadomość z życzeniami miłego dnia. A on notował każdą z nich, cyfrową kolekcję zdrad.

Smutna kobieta | Źródło: Pexels
To odkrycie uderzyło mnie jak młotem, wytrącając mi trawę spod stóp. Nasze małżeństwo, a raczej to, co uważałam za małżeństwo, rozpadło się w tym momencie. Zdałam sobie sprawę, że mógł patrzeć mi w oczy, mówić, że mnie kocha i dzielić z nami łóżko, a jednocześnie potajemnie romansować z inną kobietą, która doskonale wiedziała, że jest żonaty. To mnie roztrzaskało.
To było oszustwo, podwójne życie, o którym nie miałem pojęcia. Ból po tej zdradzie był dotkliwy, nieustanny, rozdzierający serce i nie chciał zniknąć.

Kobieta zdejmuje obrączkę ślubną | Źródło: Pexels
Przez wiele dni byłam pogrążona w niedowierzaniu i żalu, opłakując utratę małżeństwa, które uważałam za nasze. Pragnienie konfrontacji z nim było silne, uwolnienia całego bólu i gniewu, żądania wyjaśnień i przeprosin. Jednak coś mnie powstrzymywało. Konfrontacja wyciągnęłaby to wszystko na powierzchnię, owszem, ale co potem? Łzy, kłótnie, obietnice zmiany? A może, co gorsza, koniec wszystkiego, a jedyne, co mogłam zaoferować w zamian za mój ból, to połamane kawałki?
