Pozwoliłem matce z dzieckiem przenocować u mnie dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia, a w poranek Bożego Narodzenia otrzymałem paczkę z moim imieniem.

Że jej siostrzenice rozmawiały o tym, która sukienka spodobałaby się moim dziewczynkom.

Wysłalam jej zdjęcie moich córek kręcących się w nowych sukienkach, z włosami powiewającymi na wietrze i promiennymi twarzami.

„Wyglądają na tak szczęśliwych” – napisała.

„Są” – odpowiedziałem. „Przyczynili się do tego”.

Dodaliśmy się nawzajem jako znajomi.

Będziemy od czasu do czasu zaglądać.

Zdjęcia dzieci.
Wiadomości „Powodzenia dzisiaj”.
Ciche wyznania: „Też jestem wyczerpany”.

Nie tylko ze względu na ubrania.
Nie tylko ze względu na opakowanie.

Jednak pewnej mroźnej nocy przed Bożym Narodzeniem drogi dwóch matek się skrzyżowały.

Jedna osoba potrzebowała pomocy.
Jedna się bała – ale i tak przestała.

I nikt z nas o tym nie zapomniał.

Zobacz ciąg dalszy na następnej stronie